Blog
Skąd się wzięła Tłocznia Papieru i dlaczego Poznań
Wszystko zaczęło się w 2011 roku, kiedy Marek Wiśniewski wrócił z Berlina z głową pełną pomysłów i jedną używaną prasą typograficzną Heidelberg Windmill z 1964 roku, którą kupił od zamykającej się drukarni w dzielnicy Prenzlauer Berg. Przywiózł ją do Poznania, bo tu mieszkał, tu miał warsztat i tu, jak mówi, "ludzie wiedzą, że dobry druk kosztuje tyle, ile kosztuje". Pierwsze miesiące to była czysta nauka na błędach: za duże dociskanie formy niszczyło matrycę, za małe dawało odcisk ledwo widoczny na papierze.
Dziś Tłocznia działa na Wildzie, w kamienicy z 1927 roku, której grube mury trzymają temperaturę i wilgotność lepiej niż niejeden nowoczesny magazyn. To ma znaczenie, bo papier bawełniany reaguje na każdą zmianę otoczenia.
Papier bawełniany kontra zwykły offset: co naprawdę różni te dwa materiały
Kiedy ktoś pyta, dlaczego wizytówki tłoczone na papierze bawełnianym gramaturze 600 g kosztują cztery razy więcej niż te z drukarni internetowej, Marek zwykle siada i tłumaczy przez kwadrans. Papier bawełniany, taki jak Crane Lettra albo Gmund Cotton, nie zawiera drzewnego ligninu, który z czasem sprawia, że zwykły papier żółknie i kruszy się na krawędziach. Włókna bawełniane układają się inaczej niż celulozowe, dlatego forma typograficzna wgniata się w nie głęboko i precyzyjnie, zostawiając trójwymiarowy odcisk, który można poczuć palcem.
Zwykły offset 350 g tego nie przyjmie. Można na nim wydrukować piękny projekt, ale tłoczenie skończy się rozerwaniem włókien albo płaskim, rozmytym śladem. To nie kwestia umiejętności drukarza, tylko fizyki materiału.
Jak wygląda jeden dzień produkcji w warsztacie
Rano Marta, która dołączyła do zespołu w 2018 roku, sprawdza wilgotność papieru leżącego w magazynie. Jeśli przekracza 55 procent, arkusze idą do suszenia na minimum dwie godziny, zanim trafi do prasy. Potem Marek montuje formę fotopolimerową na kliszy stalowej, ustawia rejestr i robi pierwsze odbitki próbne na makulaturze. Dopiero po akceptacji próby z prawdziwego papieru, którą zazwyczaj przesyła klientowi zdjęciem i czeka na odpowiedź, rusza właściwy nakład.
Heidelberg przy dobrym dniu robi 2500 odbitek na godzinę, ale przy papierze bawełnianym 600 g i głębokim tłoczeniu tempo spada do 800, bo maszyna potrzebuje czasu na każdy docisk. Nikt się nie śpieszy. Pośpiech tutaj jest najdroższą możliwą oszczędnością.
Foliowanie na gorąco: kiedy warto, kiedy to przepłacanie
Foliowanie na gorąco, czyli tłoczenie folią metaliczną bez farby, wygląda efektownie na zdjęciach i jeszcze lepiej w ręku. Złota folia Kurz 904 odbija światło inaczej niż złoty nadruk pantone, bo to cienka warstwa aluminium pokryta lakierem, a nie pigment zawieszony w spoiwie. Ale jest jedno "ale": folia wymaga idealnie gładkiego podłoża, żeby przylegała bez mikropęknięć na krawędziach liter.
Na papierze bawełnianym foliowanie działa świetnie przy krojach pisma większych niż 14 punktów. Przy drobnych tekstach i cienkich szeryfach folia zaczyna odpryskiwać po kilku tygodniach użytkowania, bo drobne włókna bawełny nie dają jej wystarczającego zaczepu. Zamiast tracić pieniądze, lepiej wtedy wybrać tłoczenie pigmentowe albo klasyczny druk letterpress bez dodatkowej warstwy. Tłocznia Papieru zawsze to mówi wprost, nawet jeśli klient jest przekonany, że chce folii za wszelką cenę.
Projekt, który sprawił nam największy kłopot w historii warsztatu
W 2022 roku zgłosiła się do nas Agata Kowalczyk, graficzka z Poznania projektująca opakowania dla małych wytwórców. Zamówiła etykiety do wina na papierze czerpanyin z ręcznie formowanymi brzegami. Problem był jeden: ręcznie czerpany papier ma nieregularną gramaturę na całej powierzchni, a forma fotopolimerowa wymaga równomiernego nacisku. Tam, gdzie arkusz był cieńszy o 0,2 milimetra, tłoczenie wychodziło płytsze. Przez tydzień eksperymentowaliśmy z podkładkami kompensacyjnymi pod formę, zmienialiśmy ciśnienie sektor po sektorze i w końcu znaleźliśmy ustawienie, które dawało akceptowalną powtarzalność. Gotowy nakład wynosił 400 sztuk, ale odbitek próbnych zużyliśmy pewnie drugie tyle.
Agata wróciła rok później z kolejnym zleceniem, tym razem na karty menu. Wiedzieliśmy już, czego się po ręcznie czerpanyn papierze spodziewać.
Co planujemy w Tłoczni na najbliższe miesiące
Od września 2024 roku testujemy nową żywicę do form fotopolimerowych, która pozwala na głębsze tłoczenie przy mniejszej sile nacisku. Jeśli wyniki będą takie, jak na razie wskazują próby, będziemy mogli pracować z grubszymi papierami, których do tej pory nie tknęliśmy, bo ryzykowaliśmy zniszczeniem matrycy. Równolegle Marta kończy kurs obsługi cyfrowego wycinania laserowego, bo kilku klientów pyta o złożone kształty wykrojników, których standardowe narzędzia stalowe po prostu nie odwzorują.
Nowych możliwości nie ogłaszamy zanim naprawdę działają. Jak coś ruszy porządnie, napiszemy tutaj pierwsi.